Zaznacz stronę

SKĄD BANKI BIORĄ PIENIĄDZE NA UDZIELANIE KREDYTÓW

Fragment art. Ewy Zaleskiej, pisany w l. 2005 – 2006  na podst. zródeł dostepnych we Włoszech,
gdzie autorka mieszka i działa od paru dziesięcioleci.

Weźmy do ręki wirtualne szkło powiększające i przyjrzyjmy się z bliska tej sprawie, bo jest ona nad
wyraz „interesująca”.
Prawie wszyscy myślą, że banki posiadają skarbce pełne pieniędzy ( lub sztabek złota ), które biorą
się zarówno z wkładów własnych banków ( czyli pieniędzy bogatych, z natury rzeczy, bankierów ),
jak i z wpłat ( depozytów ), które wnieśli do banków klienci. Prawie każdy myśli, że tymi właśnie
fizycznymi pieniędzmi banki obracają, pożyczając je innym lub ( przy „dobrej okazji” ) inwestując.
Nic bardziej błędnego !
Banki nie posiadają praktycznie żadnych pieniędzy, gdyż prawo bankowe zezwala bankom na
fizyczne posiadanie tylko kilku procent tego, czym banki obracają ( w zależności od aktualnie
obowiązującuch uregulowań, które ustanowiły sobie same banki, nie rządy ! ). Dziś rezerwa
częściowa opiewa na 2 % – oznacza to minimalny procent fizycznych pieniędzy, jakie musi
posiadać bank ( na 100% udzielanych pożyczek ). Tak więc banki mogą legalnie dysponować 1/50
– jedną pięćdziesiątą ( ! ) tego, co pożyczają. Czyli 98 % tego, z czego banki udzielają kredytów to
są pieniądze „wyczarowane” ( mówiąc dobitnie: fałszywe ) – tych pieniędzy banki nie miały i nie
mają.
Spróbujmy prześledzić proces „wyczarowywania” pieniędzy przez system bankowy.
Powszechnie uważa się, że wpłacając do banku nasze zaoszczędzone 100 euro ( w przypadku
złotych, dolarów czy jakiejkolwiek innej waluty logika jest taka sama ), uzyska się od tych 100 euro
1 % odsetek w skali roku. Czyli po roku możemy być bogatsi o 1 euro i możemy odebrać z banku
101 euro. Banki z kolei, pożyczając innym swoim klientom te nasze 100 euro, żądają od nich,
przypuśćmy, 8 % od sumy pożyczonej w skali roku. Jesteśmy skłonni myśleć, że różnica pomiędzy
tym, co bank uzyskuje udzielając pożyczek ( tu: 8 %  ) a tym, co bank wydaje na wypłacenie
odsetek od zdeponowanych przez swoich klientów pieniędzy ( tu: 1 % ), to jest cały i jedyny
zarobek banków. Czyli ta różnica ( 8% – 1 % = 7 % ) miałaby stanowić zysk banków, dość wysoki
wprawdzie – myślimy – no ale banki mają swoje koszty.
Jesteśmy bardzo dalecy od prawdy !
Prześledzmy jak i z czego banki tworzą swoją fortunę.
Jeśli ja wpłacę do banku, przypuśćmy, 100 euro ( ta logika dotyczy w równym stopniu złotych czy
dolarów ) to dostanę od banku, po upływie roku, 1 % odsetek od tych zdeponowanych przeze mnie
pieniędzy. Czyli po roku będę mieć na koncie bankowym 101 euro.
Ale bank, przyjmując ode mnie te 100 euro, będzie mógł pożyczyć innym na procent ( na te,
przypuśćmy, 8 % ) nie tylko „moje” 100 euro ale ponad 5.000 euro ( dokładnie 5.299 euro ), które
„cudownie” pojawiają się, celem kredytowej działalności banków, po wpłaceniu przeze mnie 100
euro. Skąd bierze się ta cyfra w banku ?
Bank, w oparciu o prawo zwane „rezerwą obowiązkową” czy też „rezerwą częściową” nie musi
posiadać swoich realnych, fizycznych pieniędzy, by móc udzielać pożyczek.  Prawo, o którym
wyżej, zezwala bankom na kreowanie pieniędzy, co dokładnie oznacza „wyczarowywanie” sumy w
ilości 50 razy większej od tej, którą banki realnie dysponują i którą przechowywują w swojej
rezerwie ( zwanej, co warto zapamiętać, rezerwą częściową czy obowiązkową ). Jest to możliwe
dlatego, że od dawna już bankierzy zaobserwowali, że ludzie wkładający swoje oszczędności do
banku, podejmują je po trochu i nigdy wszyscy naraz. Poza tym, zwłaszcza w ostatnich latach,
wzajemne rozliczanie należności pomiędzy stronami odbywa się najczęściej systemem przelewów.

Obrót gotówkowy praktycznie zostaje wyparty przez obrót elektroniczny, wirtualny ( elektroniczne
karty płatnicze zna każdy z nas ! ). Stąd istnienie pieniędzy fizycznych staje się praktycznie
nieistotne. Obecnie w świecie cywilizacji zachodniej, a coraz bardziej w całym naszym globalnym
świecie, masa monetarna fizyczna ( tj. pieniądz papierowy czy monety metalowe ) stanowi jedynie
nikły procent masy monetarnej w obiegu ( mniej niż 10 procent ! ), gdyż prawie wszyscy i prawie
wszędzie posługują się pieniądzem elektronicznym.
Wróćmy teraz do moich 100 euro : po ich wpłaceniu przeze mnie bank bogaci się o ponad 5.000
euro. Gdybym tych pieniędzy nie wpłaciła, bank nie mógłby wykreować sobie tej sumy, bo musi
mieć do tego podstawę właśnie w tej fizycznej, wpłacanej przez kogokolwiek walucie.
W oparciu o prawo „rezerwy częściowej” czy „obowiązkowej” , wynoszącej dziś 2 % ( to na
podstawie uzgodnień międzynarodówki bankierów, spotykajacych się regularnie w Bazylei, w
Szwajcarii i zwanych „ Bazyleą II ” ) zdeponowane przez kogokolwiek 100 euro dają podstawę
bankowi komercyjnemu do cudownego rozmnożenia tych 100 euro aż 50- krotnie (  100 euro
stanowi 2 % od sumy 5.000 ). Tak więc przyjmując ode mnie 100 euro bank natychmiast traktuje te
pieniądze jako „rezerwę obowiązkową” ( 2-procentową ) i na tej podstawie „wyczarowuje” sobie
pozostałe 98 % masy monetarnej, tyle że wirtualnej. I te 98 % ( tu: 5.000 euro ) może już pożyczać,
na procent oczywiście.
Nota bene: istnieje projekt, wywodzący się z Bazylei, zlikwidowania jakiejkolwiek rezerwy
obowiązkowej, tak, by banki mogły kreować każdą ilość pieniędzy, bez konieczności dysponowania
nawet minimalna rezerwą.
Moje 100 euro ( w oparciu o prawo „cudownego rozmnażania” ) , a więc pomnożone przez 50,
daje 5.000 euro. Od tak wykreowanych 5.000 , bank ( w momencie udzielania innym jakichkolwiek
pożyczek ) nalicza sobie odsetki , przypuśćmy 8 %.
8% od 5.000 euro = 400 euro. Te 400 euro to zarobek banku uzyskany z aplikowanych odsetek od
udzielonej komuś pożyczki w wysokości 5.000 euro.
Od tych 400 euro bank musi odjąć 1 euro ( tzn. odestki wypłacone mi po roku od moich
zdeponowanych 100 euro ) i zostaje mu 399 euro.
Tak więc bank, w oparciu o wpłatę ( depozyt ) klienta wynoszącą 100 euro zarabia:
1)    w oparciu o mechanizm odsetkowy : 399 euro
2)    w oparciu o prawo rezerwy częściowej czy obowiązkowej :  5.000 euro

To, co w tym układzie nie należy do banku, to jest moje 100 euro, które posłużyło bankowi do
rozmnożenia swoich możliwości pożyczkowych (udzielanych na procent, oczywiście ) i które mogę
podjąć w każdej chwili wraz z moim zarobkiem, tj. 1 euro odsetek.  Ostatecznie, od
zdeponowanych przez klienta 100 euro bank stworzył dla siebie 4.900 euro ( bo od 5.000, które
bank sobie wykreował, musi odjąć 100 euro, które były i są moje ) + 399 euro odsetek, co daje
bankowi sumę 5.299 euro.
Widzimy bardzo dokładnie, jak i z czego banki tworzą swoją fortunę i widzimy skalę tego
przekrętu: my, z naszych 100 euro włożonych do banku uzyskujemy 1 euro, a bank z NASZYCH
100 euro uzyskuje 5.299 euro.
Ale to nie koniec. Te pieniądze, wykreowane w oparciu o prawo rezerwy częściowej ( czyli „z
powietrza”, stąd zwane często „fiat money” – z łaciny: pieniądze które „się stają” ) wchodzą do
obiegu i prędzej czy pózniej wracają do systemu bankowego ponownie w formie depozytów (
oszczędności ). Na bazie tych depozytów bank będzie znów „cudownie rozmnażał” swoje
bogactwo, oferując pożyczki i kredyty.
Zajrzyjmy jeszcze do księgowości bankowej.
Jak już mówiliśmy, kiedy ktoś wpłaca do banku przypuśćmy 100 euro, to bank może pożyczyć
przedsiębiorcy ( w oparciu mechanizm rezerwy częściowej ) nie tylko te czyjeś 100 euro, ale – w
zaokrągleniu – 5.000 euro. Czyli bank pożycza pieniądze których nie ma, a na dodatek dolicza
sobie odsetki.
Bank teraz w swojej księgowości te wyczarowane i pożyczone 5.000 euro wpisuje do rubryki
„aktywa” ( innymi słowy „plusy” ), a dzieje się tak dlatego, że od tej pożyczki będą wchodziły do
kas banku odsetki, a więc – mówiąc potocznie – bank będzie miał to „na plusie”.
Księgowość banku ma też drugą rubrykę, tzw. pasywa ( innymi słowy „minusy” ). I te 5.000 euro
zostaje wpisane również i do tej rubryki, jako że te pieniądze bank zobowiązał się wypuścić od
siebie, przeznaczając je do obrotu. W bankowej rubryce „pasywa” ( minusy ) widnieje więc
potencjalny dług, bo przedsiębiorca może w każdej chwili zechcieć wypłacić sobie z banku
gotówkę, zgodnie z kredytem, który zaciągnął. Bank jest więc równolegle, potocznie mówiąc – „na
minusie”. Bankowa rubryka „pasywa” ( minusy ) jest okresowo zasilana wpłatami przedsiębiorcy
tytułem spłaty długu.
W układzie bank – przedsiębiorca ( czy jakikolwiek inny klient ) widać bardzo wyraznie, że
przedsiębiorca, biorąc kredyt z banku, zadawala się pieniędzmi w postaci cyferek na swoim koncie.
Tak dzieje się w zdecydowanej większości przypadków. Z tego „cyferkowego” konta klient będzie
pobierał najczęściej pieniądze w postaci przelewów, którymi będzie pokrywał swoje zobowiązania
pieniężne.
Bank, który udziela kredytu nie ma i nie tworzy realnych pieniędzy ( ani na sumę netto pożyczki ani
na kwoty odsetek ). Bank jedynie czeka, aż klient przyniesie mu realne pieniądze, uzyskane od
innych ludzi. I to nie tylko w kwocie „pożyczonej” ale w kwocie powiększonej o pewien procent, tj.
o odsetki, dając tym sposobem bankom więcej niż „wziął”.
Ważny w tym mechanizmie jest fakt, że banki, pobierając ( czasami całymi latami ) odsetki od
pożyczki są w zasadzie tym całkowicie usatysfakcjonowane. Nawet jeśli sumy pożyczonej nie
zainkasują nigdy, to odsetki są i tak doskonałą formą zarobku. Mówiliśmy już dlaczego tak się
dzieje: bo bank pożyczył w każdym razie cyferki wykreowane „z powietrza”, pożyczył to, czego
zwyczajnie nie miał, a uzyskał pieniądze realne z odsetek.
Cała polityka banków zmierza właśnie do tego: do zadłużania społeczeństw celem ściągania z nich
realnych pieniędzy ( których nie było przedtem ani na rynku ani w banku ). Często, gdy dłużnik nie
jest w stanie spłacić pierwotnego długu ( a dzieje się tak najczęściej w przypadku instytucji
publicznych czy bezpośrednio państw narodowych), bank „łaskawie” udziela im drugiej pożyczki,
tym razem rozłożonej na dłuższy termin spłaty. Jest to dla banków złotym interesem, bo liczy się to,
żeby do banku w każdym razie wpływały odsetki. Tak więc, jak widzimy, banki ustawicznie
wyciągają, bez pracy, pieniądze z gospodarki.
Wróćmy do księgowości bankowej żeby przyjżeć się panującej tam logice, a co za tym idzie
rutynowym posunięciom, powodującym ostatecznie ukrytą inflację w poszczególnych państwach i
na świecie.
Kiedy kredytobiorca plajtuje ( co zdarza się często ), bank przerejestrowuje przyznany mu kredyt
do rubryki „straty”. Nie jest to, w rzeczywistości, wielkim bólem dla banków, jako że 98 % kwoty
pożyczonej zostało w każdym razie „wyjęte z kapelusza”. Realnie więc bank nie stracił nic, bowiem
jedynym kosztem tej pożyczki był dla banku … koszt prowadzenia księgowości. Jest jeden tylko
zasmucający banki aspekt tej sprawy: bank pozbywa się teraz rubryki „aktywa” ( plusy ), a zostaje
mu ( jak bumerang ) do honorowania rubryka ”pasywa” ( minusy ). Te „minusy” nie będą ulegały
zmniejszeniu – jak to było przewidziane – poprzez spłaty klienta, jako że klient przestał istnieć:
splajtował. Bez względu na to jednak, bank musi honorować przedkładane mu polecenia wypłat. Te
pieniądze muszą pochodzić teraz z faktycznego kapitału banku ( z tego, co realnie włożyli

akcjonariusze ) lub z profitów tych akcjonariuszy. Z tego właśnie powodu banki są bardzo ostrożne
w fazie przyznawania kredytów, bo jeśli zbyt dużo przedsiębiorców plajtuje i oni są niewypłacalni,
to wtedy realne pieniądze ( te z odsetek od udzielonych kredytów, które miały zasilać rubrykę
„aktywa”, tj. plusy ) przestają wpływać do banku.
W takiej sytuacji „pasywa” ( minusy ) mogą przewyższyć realny kapitał banku, powodując sytuację
zagrażającą jego dalszemu biznesowi .
Nie ma jednak obawy, by bank stracił. Jeśli któryś z banków znalazłby się w podbramkowej
sytuacji, wyciągnie go z perypetii Bank Centralny, pełniący funkcję pożyczkodawcy ostatniej
instancji i gwaranta bankierów, którzy – z zasady – nie tracą nigdy. Nam się mówi, że Bank
Centralny interweniuje by zabezpieczyć nasze oszczędności. Rzeczywistość jest jednak taka, że
Bank Centralny zabezpiecza interesy prywatnych bankierów.
Banki niechętnie udzielają pożyczek drobnym przedsiębiorcom, gdyż koszt obsługi kredytu jest taki
sam dla małego klienta jak i dla wielkich koncernów i państw narodowych. Jak już wspomnieliśmy,
bank nie jest zainteresowany głównie – jak to wydaje się większości pożyczkobiorców –
faktycznym zwrotem sumy wyasygnowanej na pożyczkę, bo ta suma praktycznie i tak nie istniała.
Wiemy już że 98% kwoty, na jaką opiewa kredyt to pieniądze „wyczarowane”, a pozostałe 2%
pieniędzy realnych to są w każdym razie pieniądze klienta i one banku nie interesują.
Bank interesuje jedno: ściąganie odsetek od „pożyczek”, bo te odsetki są prawdziwe i dopóki
kredytobiorca spłaca odsetki, bank zarabia. Wydawałoby się oczywiste nam, normalnym ludziom,
że bank powinien być szczęśliwy jeśli klient ma możliwość wcześniejszej od ustalonej umową,
spłaty kredytu. Jest wręcz odwrotnie: banki naliczają karę za taki pośpiech !
Dla banku największą stratą jest strata płacącego odsetki dłużnika. Tym sposobem banki często
udzielają tzw. kredytów pomostowych, które są kredytami, pomagającymi kredytobiorcom płacić
odsetki w nieskończoność.
Z tego właśnie powodu idealnym dla banków kredytobiorcą i dłużnikiem jest państwo. Bank
pożycza państwom swoje „wyczarowane” pieniądze, a państwo, poprzez wystawianie papierów
wartościowych ( bonów skarbowych, obligacji ), zobowiązuje się, że te pieniądze odda, w
międzyczasie płacąc odsetki od uzyskanych pożyczek.
Papiery wartościowe to nic innego jak po prostu obietnice zapłaty czyli tzw. obligacje ( obietnica =
obligacja ), wystawiane na określony termin. W praktyce obligacje tym różnią się od bonów
skarbowych, że mają wieloletnie terminy spłaty, ( bony skarbowe do jednego roku ).
Żaden bank nie oczekuje jednak, że państwo spłaci pożyczkę w terminie i że w ogóle ją spłaci.
Bank oczekują tylko, że państwo – w obliczu zbliżającej się daty spłaty obligacji – zamiast je
spłacić ( a nie ma z czego ), wystawi bankom kolejne zobowiązania  zapłaty ( obligacje ). Czyli
państwo wystawia ( drukuje ) kolejne „papiery wartościowe”, stając się tym sposobem
niespłacalnym dłużnikiem banków, bo wysokość odsetek stale rośnie. Nie jest znany w historii
przypadek uregulowania długów względem banku przez państwo.
I taki własnie układ jak najbardziej zadawala posiadaczy obligacji – banki czy jakiekolwiek
instytucje finansowe, bo one uzyskują odsetki ( a tych odsetek jest coraz więcej i są to
astronomiczne sumy ) w pewności, że państwo nie może splajtować.
Uważny i bystry czytelnik zapewne dostrzeże, że skoro państwo może drukować obligacje, które są
przecież honorowanym środkiem płatniczym, to przecież w równym stopniu mogłoby drukować
banknoty. Te banknoty nie zadłużałyby państwa, a więc podatki , którymi są obciążeni obywatele
mogłyby być wielokrotnie niższe ( mogłyby ograniczać się do kilku procent na obsługę
administracji państwa, naszego bezpieczeństwa itp. ).
Dlaczego więc państwo nie drukuje banknotów ?
Jeśli ktokolwiek zadałby to pytanie publicznie, usłyszałby znaną już śpiewkę : „ bo druk pustych

pieniędzy prowadzi do inflacji”. Ciekawe, że co do druku obligacji,  które są przecież obłożone
długiem, na publicznym forum nikt nigdy nie zgłasza  żadnych obiekcji ! Zauważmy: dzieje się tak
zarówno gdy rządzi lewica, jak i prawica czy centrum.
Margrit Kennedy, żyjąca w Niemczech ekolog i propagatorka uwolnionej ekonomii,
( 14 ) uświadamia nam, że w państwach zwanych „wolnorynkowymi” swobodnie działa
niewidoczna dla nikogo machina niszcząca: jest nią system odsetkowy. Ten system można
przyrównać do raka w organizmie, bo oba charekteryzują się tzw. wykładniczym wzrostem.
Wykładniczy wzrost to taki, który podlega schematowi wzrostu  bardzo niebezpiecznemu dla tych,
którzy nie znają jego dynamiki.
Wzrost wykładniczy – jak rak w organizmie – zaczyna swój proces wzrostu bardzo powoli, ale z
czasem przyspiesza i ostatecznie przechodzi w rodzaj pędu, którego nie sposób powstrzymać. W
naturze tak zachowuje się rak, a w gospodarce system odsetkowy. Ludziom bardzo trudno jest
zrozumieć wzrost wykładniczy, gdyż wokół siebie nie widzą tego zjawiska ( poza  chorobą
wyniszczającą ) – prawidłowo funkcjonujący świat przyrody oparty jest o inny rodzaj wzrostu:
jakościowy. Krótko i obrazowo naświetlę tylko jak zachowuje się wzrost wykładniczy, zastosowany
w sektorze spekulacyjnym ( tj. odsetkowym ). Tak więc, gdyby ktoś zainwestował w roku
narodzenia Jezusa jednego tylko feniga na 4 %, to w r. 1750 mógłby kupić tyle złota, ile waży cała
kula ziemska, a już w roku 1990 takich „ziemskich kul złota” mógłby nabyć aż 980 ! Narastanie
odsetek w dłuższym czasie, chociażby tylko 1-procentowych, powoduje spustoszenie wszystkiego,
co zostało poddane działaniu tego systemu, rujnując tych, którzy poddali się płaceniu odsetek  bo
nie przypuszczali, że poddali się działaniu systemu wykładniczego.
Jeśli więc zdamy sobie sprawę, że nasze rządy, w naszym imieniu, zobowiązują się płacić bankom
odsetki od pożyczanych przez państwo pieniedzy, to znajdziemy odpowiedz na to, dlaczego
państwo stale nie ma na godziwe płace, na emerytury, na renty, na szkoły, szpitale, drogi, kulturę
itp. Nasze podatki idą bowiem na tzw. obsługę długu, czyli na spłatę odsetek i odsetek od odsetek
prywatnym bankom!  Żeby nie być gołosłowną, przytoczę fragment artykułu p.t. „Pozycja
gospodarcza Polski w świecie”, opublikowany na portalu Hotnews.pl ( http://hotnews.pl/artstale-
7.html ):
„ …. obsługa długu publicznego jest drugim, co do wielkości wydatków, punktem w budżecie
państwa. Kwoty przeznaczone na edukację ( 8,847 mld zł/2002 ) i ochronę zdrowia ( 3,594 mld
zł/2002 ) razem wzięte tylko nieznacznie przekraczają POŁOWĘ sumy przeznaczonej na
zobowiązania naszego kraju wobec kredytodawców. ”
Warto podkreślić, że są to dane z 2002 roku, a więc na dziś sytuacja nie może być jak jeszcze
gorsza. Mechanizm odsetkowy jest też przyczyną przymusowego i patologicznego „wzrostu
gospodarczego”, niszcącego samego gospodarza Ziemi, którym jesteśmy my i nasi następcy.
Jesteśmy skłonni myśleć, że jeśli nie zaciągamy pożyczek w banku, to nie płacimy odsetek. W
takim wypadku – oczywiście – nie płacimy odsetek „bezpośrednich”, ale płacimy – niestety –
odsetki „pośrednie”, czego w ogóle nie przypuszczamy !
W każdej rzeczy, którą nabywamy i w każdej usłudze, z której korzystamy, średnio połowę ceny
stanowią … odsetki. Są to odsetki, które płacimy my jako końcowi odbiorcy oferowanych dóbr.
Dzieje się tak dlatego, że wytwórca przedmiotów czy usług, zanim je wytworzył, skorzystał z
kredytu bankowego. Te kredyty są, jak wiemy, zawsze oprocentowane i koszty tych kredytów
wliczane są w cenę produktu końcowego, a więc są przerzucane na kupującego. Są one określane
mianem niewinnie brzmiących słów: „koszty kapitałowe”. Margrit Kennedy obliczyła, że w
Niemczech największy procent tych kosztów płacą użytkownicy mieszkań komunalnych. Tak więc
to, co Niemcy płacą w ramach czynszu za mieszkanie, to nie są – jak się powszechnie przyjmuje –
koszty utrzymania budynku czy też koszty jego amortyzacji wraz z kosztami administracyjnymi
budownictwa mieszkaniowego. W pieniądzach przekazywanych administracji na czynsz aż 77 %
kwoty tego czynszu idą na … koszty odsetek od kapitału  ( tj. koszty kapitałowe ) !

Rodzi się w takim razie pytanie: czy można jakoś odciąć się od systemu odsetek, tak, by wszystko
mogło kosztować nas o połowę mniej ? Odpowiedz jest pozytywna: oczywiście taka możliwość
istnieje, jest ona nawet „na wyciągnięcie ręki”, a jedyną przeszkodą w jej realizacji jest ….
niewiedza społeczeństwa o systemie i o stopniu wyzysku, jakiemu jesteśmy wszyscy poddani. Do
konkretnych sposobów uwolnienia się od odsetek i długów wrócimy w dalszej częci tekstu.

Kiedyś, a dokładnie przed rokiem 1694, władza państwowa mogła pozwolić sobie zwyczajnie na
wyrzeczenie się, w pewnym momencie, długów względem bankierów. Tak postąpił np. król Anglii
Edward względem bankierów florenckich. Ale dziś władza państwowa nie może narażać interesów
bankierów i proceder zadłużania społeczeństw wydaje się nie mieć końca.
Najbardziej tragiczna jest pod tym względem sytuacja tzw. Krajów Trzeciego Świata. Np.
Wybrzeże Kości Słoniowej w Afryce – wieczny dłużnik międzynarodówki bankierskiej – kiedy nie
jest w stanie spłacać odsetek, bank służy mu pomocą w ten sposób, że wykreśla ze swojej
księgowości tę pożyczkę i pokrywa jej wartość z własnych zasobów. Bankowi zależy wszak, by
dłużnik płacił odsetki, a więc przyznaje mu kolejny kredyt ( kreując znów pieniądze z niczego na
tyle, by ta „kreacja” umożliwiała wysysanie ciągłej daniny czyli odsetek ). Jeśli dłużnik nie ma na
płacenie odsetek, bank udziela mu specjalnego „kredytu pomostowego” na ich spłatę. Jeśli i tym
razem dłużnik nie płaci, interweniuje Fundusz Monetarny, rozwiązując kwestię w ten sposób, że
zostaje delikwentowi przyznany kolejny kredyt ( trzeci ). A zadłużane państwo nawet nie widzi
gotówki: wszystko przechodzi jedynie przez księgi rachunkowe banków. Podatki, które takie
państwo uzyskuje z pracy obywateli, prawie w całości idą na pokrywanie długów ( tj. płacenie
odsetek ) i nie ma z czego np. budować szkół …. Ale bank w swojej rubryce „aktywa” może wpisać
cyfrę jeszcze większą, która przynosi mu wyższe odsetki , a więc większe zyski. Kończy się to
najczęściej popadnięciem delinkwenta w stan niewypłacalności, a dzieje się tak wówczas, gdy
wszystkie przychody państwa ( zarówno te z podatków jak i te z eksportu ) zostają pochłonięte
przez banki w ramach spłaty odsetek. Zwykle wtedy banki proponują „renegocjację” zadłużenia,
polegającą na tym, że kwoty odsetek do płacenia stają się niższe, ale są do płacenia dłużej, w ciągu
dziesięcioleci. Banki osiągają swój cel: wieczne zadłużenie państw narodowych. Na samym końcu
tego procederu zwykle interweniują rządy ( głównie USA ), które przeznaczają na cele pomocowe
dla państw Trzeciego Świata pieniądze podatników. Ale nie zapominajmy: kraje Trzeciego Świata
płacą bankom ( ! ) w ramach odsetek sumę dwukrotnie większą od tej, którą otrzymują o rządów (
od nas ! ) w ramach „pomocy na rozwój” .
C.d.n.

Bibliografia :
Maurizio Blondet : ” Schiavi delle banche” ( Niewolnicy banków )- wyd. Effedieffe 2004
Marco Saba : “Bankenstein”  – wyd. Nexus 2006
Margrit Kennedy ” La moneta libera da inflazione e da interesse” ( Pieniądz wolny od inflacji i
odsetek )- wydaw. Arianna 2006
Marco Della Luna, Antonio Miclavez: “Euroschiavi”( Euroniewolnicy ) – wydaw. Arianna 2005
Advertisements